środa, 18 stycznia 2012

Julian w traumie

Leczenie kota (tego kota) wymaga nie lada zdolności, mym tu na myśli tężyznę fizyczną, Za żadne skarby świata nie pozwala sobie zrobić zastrzyku, a musiał biedak dostać ich aż trzy:( Ledwo z Tomkiem daliśmy radę go utrzymać , mimo iż był zawinięty w ręcznik jak parówka. Biedak płakał, ale to tylko dla jego dobra, aby w końcu był zdrowy. Teraz siedzi u Kasi na kolanach i patrzy na mnie z wyrzutami sumienia :( Swoją drogą to niezły z Juliana siłacz, a tak niepozornie wygląda. Teraz w domu burza mózgów. Myślimy jak przez następne 6 dni poda mu doustnie antybiotyk, hmmm...

2 komentarze:

  1. damy radę...jakoś:) oby tylko zdrowiał...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój biedaczek (jak mówi Majka), jednak Tomek miał rację co do kondycji Juliana!(znachor czy co?)

    OdpowiedzUsuń